Czwartek, 11 marca 2010
Laury | Kontakt | Zaloguj

Wiadomości

Gra na energetycznej szachownicy

Z drem inż. Andrzejem Kądzielawą z Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Warszawskiej rozmawia Bogdan Mikołajczyk.

2010-01-28 00:29:53 | Bogdan Mikołajczyk

Powiodła się oferta publiczna i debiut giełdowy Polskiej Grupy Energetycznej; na konto spółki wpłynęło ok. 6 mld zł, ale nie udało się dokończyć prywatyzacji grupy Enea. Vattelfall zrezygnował z dokupienia akcji tak, by mieć nad grupą kontrolę, wycofał się też drugi potencjalny inwestor – spółka RWE Polska. Jakie wnioski płyną z tej lekcji prywatyzacji?

Przypadek Enei można oceniać z dwóch punktów widzenia; pierwszy to cena spółki, drugi to możliwości inwestycyjne firm energetycznych w UE oraz proces konsolidacji unijnego rynku energii. Tak naprawdę w 27 państwach Unii jest miejsce dla kilku dużych graczy na energetycznej szachownicy, którzy mają potencjał rozwojowy w formie kapitału własnego i przewagę konkurencyjną. W dobie globalizacji duży staje się jeszcze większy, a mały albo się przyłączy, albo zostaje wchłonięty, przestaje istnieć. Ten proces trwa. Gra rozgrywa się między dużymi firmami energetycznymi wschodniej i zachodniej Europy, a jej wynik będzie wypadkową wielu relacji polityczno-gospodarczych i ukształtuje strukturę europejskiej energetyki na wiele lat.

Musimy się do tej gry aktywnie włączyć. Chodzi o to, aby nie tracić wpływu na warunki kształtujące krajowe bezpieczeństwo energetyczne. Istnieją realne obawy, że choć geograficznie jesteśmy w środku Europy, to w infrastrukturze energetycznej pozostaniemy na obrzeżach. Dotyczy to zarówno elektroenergetyki jak i gazownictwa. Możemy zostać "pod mostem", utworzonym przez duże koncerny, uzależnieni nie tylko od źródeł surowców energetycznych, ale także od pośredniczących dostawców.

Czy na decyzje inwestorów w sprawie Enei mogło wpłynąć ogłoszenie planów budowy rosyjskiej elektrowni jądrowej w Kaliningradzie, która ma ruszyć w 2015 r. i oferować dużą część energii na eksport?

Na pewno tego typu informacje są dokładnie analizowane przez potencjalnych inwestorów pod kątem ich długofalowych strategii. Dotyczy to nie tylko inwestycji w obwodzie kaliningradzkim, ale także decyzji o budowie elektrowni jądrowej na Białorusi, gdyż będą to elektrownie o znacznie niższych kosztach wytwarzania energii, niż w państwach UE. Grupa Enea stanowi kilkumilionowy rynek odbiorców, to jest jej najcenniejszy potencjał, który z punktu widzenia marketingu decyduje o atrakcyjności spółki, o jej rzeczywistej wartości. Ale jeśli jej oferent ogłasza, że jest w sytuacji przymusowej i stara się pospiesznie szukać nabywcy, to kupujący przejmuje inicjatywę. Spokojnie czeka, aż cena stanie się dla niego bardziej atrakcyjna. Dlatego nie martwiłbym się o akt prywatyzacji, a raczej warunki i cenę sprzedaży.

Tutaj chodzi o bardzo duży biznes, mówimy o miliardach euro. Z punktu widzenia prywatyzowanych spółek zasadnicza różnica polega na tym, że inwestor branżowy, poza kapitałem, najczęściej wnosi nowoczesną technologię, sprawną strukturę organizacyjną i zasady zarządzania. To, czego naszej energetyce brakuje najbardziej i czego giełdowy akcjonariat rozproszony nie gwarantuje. Wystarczy porównać podstawowe wskaźniki takich sprywatyzowanych elektrowni jak na przykład "Rybnik" czy "Połaniec", albo warszawskich elektrociepłowni, by stwierdzić, jak pod nowymi zasadami zarządzania zmieniła się wydajność, płace, poziom zatrudnienia czy warunki pracy.

Ale przecież to nie jest tak, że własność Skarbu Państwa jest z definicji skazana na złe zarządzanie. Szwedzki Vattenfall czy francuski EdF to firmy państwowe. One mogą mieć sprawny menedżment, a my nie? Czy tak trudno się tego nauczyć? A może jest to sprawa jakichś układów politycznych czy korporacyjnych?

komentarze czytelników

Dodaj swój komentarz

Autor:
Komentarz:
Energia-Online.info
Copyright © 2009 Agencja Promocji Energii | Regulamin | Zaloguj | Kontakt